Przedstawiciel handlowy, serwisant czy kurier korzystający z prywatnego samochodu do jazd w obrębie miejscowości zatrudnienia zwykle otrzymuje od pracodawcy miesięczny ryczałt — stały zwrot kosztów, niezależny od liczby faktycznie przejechanych kilometrów w danym miesiącu. Intuicja podpowiada, że skoro to tylko zwrot poniesionych wydatków, a nie realne przysporzenie majątkowe, podatek nie powinien się tu w ogóle pojawiać. Orzecznictwo i stanowisko organów podatkowych mówią jednak co innego — i to od lat, w sposób dość ugruntowany.
Wysokość ryczałtu za jazdy lokalne ustala się jako iloczyn stawki za kilometr (jej górne limity określa rozporządzenie w sprawie warunków ustalania oraz sposobu dokonywania zwrotu kosztów używania pojazdów prywatnych do celów służbowych) oraz miesięcznego limitu kilometrów, uzależnionego od liczby mieszkańców miejscowości, w której pracownik jest zatrudniony — np. 300 km miesięcznie dla miejscowości liczących do 100 tysięcy mieszkańców. Kwotę tę pomniejsza się proporcjonalnie o 1/22 za każdy dzień roboczy nieobecności pracownika w pracy lub dzień, w którym nie dysponował on pojazdem. To rozwiązanie alternatywne wobec „kilometrówki” rozliczanej na podstawie faktycznie prowadzonej ewidencji przebiegu pojazdu — pracodawca wybiera jeden z tych dwóch sposobów, nie łączy ich jednocześnie.
Ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych przewiduje zwolnienie dla tego typu świadczenia — w art. 21 ust. 1 pkt 23b. Problem w tym, że zwolnienie to nie jest uniwersalne. Obejmuje wyłącznie sytuacje, w których obowiązek zwrotu kosztów używania prywatnego pojazdu albo możliwość przyznania takiego zwrotu wynika wprost z odrębnych ustaw szczególnych — takich jak ustawa o lasach, ustawa o pomocy społecznej, ustawa o komercjalizacji przedsiębiorstwa „Poczta Polska” czy przepisy dotyczące kuratorów sądowych. W praktyce ze zwolnienia korzystają więc listonosze, pracownicy służby leśnej, pracownicy socjalni wykonujący wizyty środowiskowe czy kuratorzy — a więc wąska, enumeratywnie określona grupa zawodowa.
Jeżeli natomiast prawo do ryczałtu wynika wyłącznie z wewnętrznego regulaminu wynagradzania czy z postanowienia umowy o pracę — a to najczęstsza sytuacja w sektorze prywatnym — zwolnienie w ogóle nie ma zastosowania, niezależnie od tego, jak bardzo ryczałt przypomina ten objęty zwolnieniem co do mechanizmu wyliczenia.
Część pracodawców próbowała bronić się argumentem, że ryczałt nie stanowi w ogóle przychodu, bo nie daje pracownikowi żadnego realnego przysporzenia majątkowego — powołując się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2014 roku (sygn. K 7/13), który uzależnił opodatkowanie nieodpłatnych świadczeń pracowniczych od spełnienia ściśle określonych przesłanek, w tym wystąpienia wymiernej korzyści po stronie pracownika. Sądy administracyjne konsekwentnie odrzucają tę argumentację wskazując, że test ten dotyczy wyłącznie świadczeń nieodpłatnych (rzeczowych, w naturze), a ryczałt za jazdy lokalne jest świadczeniem pieniężnym. Wypłaty pieniężne są przychodem ze stosunku pracy na mocy art. 12 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych wprost, bez konieczności badania, czy stanowią „realne przysporzenie” w rozumieniu testu z wyroku Trybunału Konstytucyjnego.
W efekcie dla zdecydowanej większości pracowników sektora prywatnego otrzymujących taki ryczałt, kwota ta w całości zwiększa miesięczny przychód ze stosunku pracy i podlega opodatkowaniu na zasadach ogólnych wraz z resztą wynagrodzenia. Nazwa świadczenia czy sposób jego wyliczenia nie mają tu znaczenia. Liczy się przede wszystkim to, czy pracownik należy do jednej z grup wskazanych w odrębnych ustawach.
