Choć praca zdalna odrobinę traci na popularności, to na dobre weszła do codzienności wielu firm. Wraz z nią pojawiło się pytanie o granice dopuszczalności monitorowania pracowników wykonujących obowiązki poza biurem. Z jednej strony na szali leży ochrona interesów pracodawcy i kontrolowanie wykonywania pracy przez pracowników. Z drugiej natomiast strony stoi poszanowanie prywatności pracowników w domowej przestrzeni.
Zasadą jest, że monitoring pracownika zdalnego jest dopuszczalny, ale tylko wtedy, gdy spełnia określone warunki. Pracodawca może kontrolować sposób wykonywania pracy, czas pracy oraz korzystanie z narzędzi służbowych, jednak musi to robić z troską o prywatność i godność pracownika. Oznacza to, że monitoring nie może ingerować w sferę życia prywatnego ani obejmować przestrzeni domowej, która nie jest miejscem pracy w sensie funkcjonalnym.
Kluczowe jest to, że monitoring musi być proporcjonalny i niezbędny do realizacji celów związanych z organizacją pracy lub ochroną mienia i danych. Pracodawca ma obowiązek poinformować pracownika o stosowanych formach kontroli, ich zakresie, celu oraz sposobie przetwarzania danych. Informacja ta powinna być przekazana przed dopuszczeniem do pracy zdalnej, a najlepiej również ujęta w regulaminie pracy zdalnej lub polityce bezpieczeństwa.
W praktyce oznacza to, że pracodawca może stosować narzędzia takie jak analiza logów systemowych, kontrola aktywności w służbowych aplikacjach czy monitorowanie bezpieczeństwa sieci. Natomiast metody ingerujące w prywatną przestrzeń – jak stały podgląd z kamery czy śledzenie lokalizacji urządzenia poza godzinami pracy – co do zasady nie mieszczą się w granicach dopuszczalnej kontroli.
